To nie jest tekst o ładnych zdjęciach. Ładne zdjęcia są łatwe. Wystarczy światło, kadr, skóra ustawiona pod algorytm, trochę retuszu i trochę ciszy w miejscu, gdzie powinien zostać człowiek. Ale te kobiety nie przyszły po kłamstwo.







Projekt Naturalne Piękno Kobiet · fot. Marcin Bąkowicz · mbfotografie.pl
Przyszły z bliznami. Z rozstaniami. Z chorobą. Z presją. Z cudzymi słowami, które zostały w głowie na lata. Z perfekcjonizmem, który nie daje spać. Z uśmiechem, który czasem był tylko sposobem, żeby nikt nie pytał dalej. Z tą małą, bardzo cichą nadzieją, że może da się zobaczyć siebie inaczej. Nie lepiej. Inaczej. Bez tej całej wojny w głowie.
Projekt Naturalne Piękno Kobiet zaczął się od fotografii. Ale bardzo szybko zrozumiałem, że aparat jest tylko pretekstem. Bo kiedy kobieta siada kilka kroków ode mnie i zaczyna mówić, to przestajesz myśleć o zdjęciu jak o obrazie. Zaczynasz słyszeć człowieka. Czasem mówi spokojnie. Czasem śmieje się za szybko. Czasem rzuca jedno zdanie i ono waży więcej niż cała sesja.
Nie mogłam przez ponad rok czasu patrzeć na siebie w lustro.Uczestniczka projektu
I tu nie ma czego ozdabiać. To zdanie samo wystarczy. Ona mówiła o operacji. O bliznach. O ciele, które przeżyło coś, czego nikt nie planuje. Nie mówiła o bliznach jak o biżuterii. Powiedziała prosto: nie lubię blizn. I ja jej wierzę.
Bo czasem człowiek nie chce wzniosłych słów. Czasem stoi przed lustrem i nie widzi bohaterki. Widzi ciało, którego nie poznaje. Widzi ślad. Widzi stratę.
Zamiast widzieć osobę, która jest bohaterem, widziałam kobietę z oszpeconym ciałem.Uczestniczka projektu
To jest prawda, od której nie wolno uciekać. Bo naturalne piękno nie zaczyna się od zachwytu. Czasem zaczyna się od tego, że kobieta nie odwraca już wzroku. Jeszcze nie kocha. Jeszcze nie umie nazwać tego siłą. Ale patrzy. I to już jest początek.








































































Nie problem jest upaść na samo dno i stracić wszystko w jeden dzień. Większy problem jest wstać z samego dna i podnieść się ze zdwojoną siłą.Uczestniczka projektu
Nie czyta się tego szybko. To zdanie trzeba usłyszeć. Bo ono nie jest z poradnika. Nie pachnie motywacją z internetu. Nie udaje, że cierpienie jest piękne.
Czasem dno wygląda zwyczajnie. Łóżko. Zamknięte drzwi. Telefon, którego nie chce się odebrać. Światło za oknem, które nic nie znaczy. Cisza w środku. Niechęć do świata. Niechęć do siebie. A potem, kiedy człowiek powoli wraca, inni widzą efekt. Widzą uśmiech. Widzą kobietę, która przyszła na sesję. Nie widzą tego, ile razy trzeba było wstać, zanim naprawdę się wstało.








































































Wiele z tych kobiet mówiło o ciele. Ale nie o ciele z reklamy. Mówiły o ciele prawdziwym. O ciele po chorobie. Po operacji. Po rozstaniu. O ciele, które ktoś kiedyś skomentował i ten komentarz został na lata. O ciele, które tańczy. O ciele, które się boi. O ciele, które próbuje wrócić do siebie.
Wasze ciało, wasza głowa — to jest wasz dom.Uczestniczka projektu
Bo jeśli ciało jest domem, to nie jest wrogiem. Jeśli głowa jest domem, to nie powinna być miejscem, gdzie codziennie wraca cudzy głos.
Za dużo. Za mało. Nie tak. Popraw. Schowaj. Zmień. Wygładź. Tyle lat można słyszeć takie rzeczy, że po pewnym czasie człowiek myśli, że to jego własne myśli. A to nie zawsze są nasze myśli. Czasem to echo. Po szkole. Po domu. Po relacji. Po kimś, kto powiedział jedno zdanie za dużo.








































































Jedna z kobiet mówiła, że przez lata była głównie żoną, matką, partnerką. Nie mówiła tego z pogardą. Mówiła jak ktoś, kto przez długi czas był potrzebny wszystkim, tylko nie sobie.
Bo kobieta nie znika nagle. Ona znika powoli. Trochę mniej mówi. Trochę mniej chce. Trochę częściej mówi: nieważne. A potem któregoś dnia orientuje się, że wszyscy mają do niej dostęp, tylko ona sama już nie.
Ja jestem najważniejsza w moim życiu. I to nie jest forma egoizmu.Uczestniczka projektu
Jeśli kobieta stale opuszcza siebie, to nie daje światu miłości. Daje resztki. Daje ciało obecne przy stole i duszę, która siedzi gdzieś daleko. A przecież ona też jest człowiekiem. Nie funkcją.








































































Social media wracały w tych rozmowach jak fałszywe lustro. Dziewczyny patrzą na inne dziewczyny. Kobiety patrzą na inne kobiety. Ktoś pokazuje brzuch, twarz, podróż, sukces, uśmiech. A po drugiej stronie ekranu siedzi człowiek w zwykłym dniu. Zmęczony. Nieuczesany. Z ciałem, które nie jest ustawione pod kadr.
Łatwo porównujemy swoje kulisy z cudzą sceną.Uczestniczka projektu
Ktoś pokazuje scenę. Ty porównujesz z nią zaplecze. Ktoś pokazuje najlepszą sekundę dnia. Ty porównujesz z nią cały swój dzień. Bo nikt nie pokazał ci całej historii. Nie pokazał łez. Nie pokazał lęku. Widzisz cudzą scenę. A swoje kulisy znasz aż za dobrze.
Jedna z kobiet mówiła o tańcu. O tym, że ciało nie musi mieć jednego rozmiaru, żeby być piękne. Powiedziała: Nasze ciało ma być sprawne i to jest jego piękno. Nie to, że będzie miało rozmiar S czy XXL.








































































Kobiety, jesteście cudem do odkrywania, a nie problemem do naprawiania.Marcin Bąkowicz · mbfotografie.pl
To jest sedno. Ale nie chcę pisać tego jak hasła. Bo hasła są łatwe. Ja pamiętam te kobiety inaczej. Siedziały przede mną. Oddychały. Myślały nad odpowiedzią. Czasem nie wiedziały, jak coś nazwać. I właśnie w tym była prawda. Nie w idealnej wypowiedzi. W szukaniu słów.
Dlatego nie brałem aparatu do ręki po to, żeby coś w nich naprawiać. Bo one nie były zepsute. To jest najważniejsze. Chciałem tylko, żeby na chwilę ucichła ta война w głowie. Ten głos, który mówi: za dużo, za mało, nie tak, popraw się, schowaj się.
Ten projekt nie jest o pięknie w zwykłym sensie. Jest o godności. O tym, że kobieta nie traci jej przez bliznę. Nie traci jej przez rozmiar. Nie traci jej przez chorobę. Nie traci jej przez gorszy dzień. Godność nie jest filtrem. Godność jest pod spodem. Czasem bardzo głęboko. Ale jest.








































































Fotografia nie jest terapią. Nie będę tego udawał. Są rzeczy, z którymi trzeba iść do specjalisty. Są rany, których nie rozwiąże żaden aparat. Ale fotografia może zrobić coś innego. Może zatrzymać człowieka w chwili, w której nie ucieka. Może dać dowód. Nie dowód na to, że wszystko jest dobrze. Dowód na to, że jestem. Że mimo tego wszystkiego nadal jestem.
I dlatego ten tekst nie może być ładną laurką. Nie może być opisem projektu złożonym z bezpiecznych zdań. Bo one nie mówiły bezpiecznych rzeczy. Mówiły o tym, że nie mogły patrzeć w lustro. Że ciało było obce. Że presja zjada od środka. I ja nie chcę tego przykryć eleganckim tekstem. Chcę, żeby to zostało żywe. Trochę nierówne. Trochę bolesne. Trochę jak rozmowa, w której nagle robi się ciszej.
To jest moja Pieta. Nie religijna. Ludzka. Nie z marmuru. Z głosów. Z oddechu. Z ciała. Z blizn. Z milczenia między zdaniami. Z kobiet, które przyszły przed aparat nie po to, żeby udawać kogoś innego. Przyszły, żeby choć przez chwilę nie być przeciwko sobie.
Kobieta patrzy na siebie i przez sekundę nie szuka błędu. Nie liczy fałd. Nie szuka asymetrii. Po prostu patrzy. I mówi cicho, czasem tylko do siebie: to ja?
Tak. To ty. Nie wersja idealna. Nie wersja wymyślona. Nie wersja pod cudzy gust. Ty.
Naturalne piękno zaczyna się wtedy, kiedy kobieta przestaje siebie opuszczać. Kiedy patrzy na swoje ciało i jeszcze nie musi mówić: kocham. Wystarczy, że powie: jestem. I zostanie.








































































Warszawa · Sesje portretowe
Jeśli to zdanie mówi coś,
co już wiedziałaś —
jedno spotkanie może wystarczyć.