
I · Rozdział 1
Teraz stawiam na siebie.

I · Rozdział 1
Teraz stawiam na siebie.

II · Rozdział 2
Swoje kulisy znasz aż za dobrze.

III · Rozdział 3
Cud do odkrywania, nie problem do naprawiania.

IV · Rozdział 4
Że mimo tego wszystkiego nadal jestem.

V · Rozdział 5
Uczę się odchodzić od tego, co mnie niszczy.

VI · Rozdział 6
Wybieram życie, które jest teraz.

VII · Rozdział 7
Jestem dokładnie tam, gdzie jestem.
To nie jest tekst o ładnych zdjęciach. Ładne zdjęcia są łatwe. Wystarczy światło, kadr, skóra ustawiona pod algorytm, trochę retuszu i trochę ciszy w miejscu, gdzie powinien zostać człowiek. Ale te kobiety nie przyszły po kłamstwo.
Projekt Naturalne Piękno Kobiet · fot. Marcin Bąkowicz · mbfotografie.pl
Przyszły z bliznami. Z rozstaniami. Z chorobą. Z presją. Z cudzymi słowami, które zostały w głowie na lata. Z perfekcjonizmem, który nie daje spać. Z uśmiechem, który czasem był tylko sposobem, żeby nikt nie pytał dalej. Z tą małą, bardzo cichą nadzieją, że może da się zobaczyć siebie inaczej. Nie lepiej. Inaczej. Bez tej całej wojny w głowie.
Projekt Naturalne Piękno Kobiet zaczął się od fotografii. Ale bardzo szybko zrozumiałem, że aparat jest tylko pretekstem. Bo kiedy kobieta siada kilka kroków ode mnie i zaczyna mówić, to przestajesz myśleć o zdjęciu jak o obrazie. Zaczynasz słyszeć człowieka. Czasem mówi spokojnie. Czasem śmieje się za szybko. Czasem rzuca jedno zdanie i ono waży więcej niż cała sesja.
I tu nie ma czego ozdabiać. To zdanie samo wystarczy. Ona mówiła o operacji. O bliznach. O ciele, które przeżyło coś, czego nikt nie planuje. Nie mówiła o bliznach jak o biżuterii. Powiedziała prosto: nie lubię blizn. I ja jej wierzę.
Bo czasem człowiek nie chce wzniosłych słów. Czasem stoi przed lustrem i nie widzi bohaterki. Widzi ciało, którego nie poznaje. Widzi ślad. Widzi stratę.
To jest prawda, od której nie wolno uciekać. Bo naturalne piękno nie zaczyna się od zachwytu. Czasem zaczyna się od tego, że kobieta nie odwraca już wzroku. Jeszcze nie kocha. Jeszcze nie umie nazwać tego siłą. Ale patrzy. I to już jest początek.
Nie czyta się tego szybko. To zdanie trzeba usłyszeć. Bo ono nie jest z poradnika. Nie pachnie motywacją z internetu. Nie udaje, że cierpienie jest piękne.
Czasem dno wygląda zwyczajnie. Łóżko. Zamknięte drzwi. Telefon, którego nie chce się odebrać. Światło za oknem, które nic nie znaczy. Cisza w środku. Niechęć do świata. Niechęć do siebie. A potem, kiedy człowiek powoli wraca, inni widzą efekt. Widzą uśmiech. Widzą kobietę, która przyszła na sesję. Nie widzą tego, ile razy trzeba było wstać, zanim naprawdę się wstało.
Wiele z tych kobiet mówiło o ciele. Ale nie o ciele z reklamy. Mówiły o ciele prawdziwym. O ciele po chorobie. Po operacji. Po rozstaniu. O ciele, które ktoś kiedyś skomentował i ten komentarz został na lata. O ciele, które tańczy. O ciele, które się boi. O ciele, które próbuje wrócić do siebie.
Bo jeśli ciało jest domem, to nie jest wrogiem. Jeśli głowa jest domem, to nie powinna być miejscem, gdzie codziennie wraca cudzy głos.
Za dużo. Za mało. Nie tak. Popraw. Schowaj. Zmień. Wygładź. Tyle lat można słyszeć takie rzeczy, że po pewnym czasie człowiek myśli, że to jego własne myśli. A to nie zawsze są nasze myśli. Czasem to echo. Po szkole. Po domu. Po relacji. Po kimś, kto powiedział jedno zdanie za dużo.
Nie mogłam przez ponad rok czasu patrzeć na siebie w lustro. Uczestniczka projektu
Zamiast widzieć osobę, która jest bohaterem, widziałam kobietę z oszpeconym ciałem. Uczestniczka projektu
Nie problem jest upaść na samo dno i stracić wszystko w jeden dzień. Większy problem jest wstać z samego dna i podnieść się ze zdwojoną siłą. Uczestniczka projektu
Wasze ciało, wasza głowa — to jest wasz dom. Uczestniczka projektu
I
Jedna z kobiet mówiła, że przez lata była głównie żoną, matką, partnerką. Nie mówiła tego z pogardą. Mówiła jak ktoś, kto przez długi czas był potrzebny wszystkim, tylko nie sobie.
Bo kobieta nie znika nagle. Ona znika powoli. Trochę mniej mówi. Trochę mniej chce. Trochę częściej mówi: nieważne. A potem któregoś dnia orientuje się, że wszyscy mają do niej dostęp, tylko ona sama już nie.
Jeśli kobieta stale opuszcza siebie, to nie daje światu miłości. Daje resztki. Daje ciało obecne przy stole i duszę, która siedzi gdzieś daleko. A przecież ona też jest człowiekiem. Nie funkcją.
Ja jestem najważniejsza w moim życiu. I to nie jest forma egoizmu. Uczestniczka projektu




































II
Social media wracały w tych rozmowach jak fałszywe lustro. Dziewczyny patrzą na inne dziewczyny. Kobiety patrzą na inne kobiety. Ktoś pokazuje brzuch, twarz, podróż, sukces, uśmiech. A po drugiej stronie ekranu siedzi człowiek w zwykłym dniu. Zmęczony. Nieuczesany. Z ciałem, które nie jest ustawione pod kadr.
Ktoś pokazuje scenę. Ty porównujesz z nią zaplecze. Ktoś pokazuje najlepszą sekundę dnia. Ty porównujesz z nią cały swój dzień. Bo nikt nie pokazał ci całej historii. Nie pokazał łez. Nie pokazał lęku. Widzisz cudzą scenę. A swoje kulisy znasz aż za dobrze.
Jedna z kobiet mówiła o tańcu. O tym, że ciało nie musi mieć jednego rozmiaru, żeby być piękne. Powiedziała: Nasze ciało ma być sprawne i to jest jego piękno. Nie to, że będzie miało rozmiar S czy XXL.
Łatwo porównujemy swoje kulisy z cudzą sceną. Uczestniczka projektu




































III
To jest sedno. Ale nie chcę pisać tego jak hasła. Bo hasła są łatwe. Ja pamiętam te kobiety inaczej. Siedziały przede mną. Oddychały. Myślały nad odpowiedzią. Czasem nie wiedziały, jak coś nazwać. I właśnie w tym była prawda. Nie w idealnej wypowiedzi. W szukaniu słów.
Dlatego nie brałem aparatu do ręki po to, żeby coś w nich naprawiać. Bo one nie były zepsute. To jest najważniejsze. Chciałem tylko, żeby na chwilę ucichła ta wojna w głowie. Ten głos, który mówi: za dużo, za mało, nie tak, popraw się, schowaj się.
Ten projekt nie jest o pięknie w zwykłym sensie. Jest o godności. O tym, że kobieta nie traci jej przez bliznę. Nie traci jej przez rozmiar. Nie traci jej przez chorobę. Nie traci jej przez gorszy dzień. Godność nie jest filtrem. Godność jest pod spodem. Czasem bardzo głęboko. Ale jest.
Kobiety, jesteście cudem do odkrywania, a nie problemem do naprawiania. Marcin Bąkowicz · mbfotografie.pl




































IV
Fotografia nie jest terapią. Nie będę tego udawał. Są rzeczy, z którymi trzeba iść do specjalisty. Są rany, których nie rozwiąże żaden aparat. Ale fotografia może zrobić coś innego. Może zatrzymać człowieka w chwili, w której nie ucieka. Może dać dowód. Nie dowód na to, że wszystko jest dobrze. Dowód na to, że jestem. Że mimo tego wszystkiego nadal jestem.
I dlatego ten tekst nie może być ładną laurką. Nie może być opisem projektu złożonym z bezpiecznych zdań. Bo one nie mówiły bezpiecznych rzeczy. Mówiły o tym, że nie mogły patrzeć w lustro. Że ciało było obce. Że presja zjada od środka. I ja nie chcę tego przykryć eleganckim tekstem. Chcę, żeby to zostało żywe. Trochę nierówne. Trochę bolesne. Trochę jak rozmowa, w której nagle robi się ciszej.
To jest moja Pieta. Nie religijna. Ludzka. Nie z marmuru. Z głosów. Z oddechu. Z ciała. Z blizn. Z milczenia między zdaniami. Z kobiet, które przyszły przed aparat nie po to, żeby udawać kogoś innego. Przyszły, żeby choć przez chwilę nie być przeciwko sobie.
Kobieta patrzy na siebie i przez sekundę nie szuka błędu. Nie liczy fałd. Nie szuka asymetrii. Po prostu patrzy. I mówi cicho, czasem tylko do siebie: to ja?
Tak. To ty. Nie wersja idealna. Nie wersja wymyślona. Nie wersja pod cudzy gust. Ty.
Naturalne piękno zaczyna się wtedy, kiedy kobieta przestaje siebie opuszczać. Kiedy patrzy na swoje ciało i jeszcze nie musi mówić: kocham. Wystarczy, że powie: jestem. I zostanie.




































V
„Nie chciałabym już nigdy z czymś takim tkwić.” W tym zdaniu nie słyszę triumfu. Słyszę granicę postawioną po czasie. Być może późno, ale własnym głosem.
Można próbować ratować drugiego człowieka tak długo, aż przestaje się zauważać cenę. Nadzieja wraca po każdym dobrym dniu, a potem znów ustępuje temu, co boli. Granica przesuwa się po kawałku. Człowiek zostaje, choć coraz mniej zostaje w nim miejsca dla niego samego.
Nie fotografuję zwycięstwa nad przeszłością. Interesuje mnie chwila, w której ktoś przestaje oddawać siebie w imię kolejnej obietnicy. Bez fanfar. Czasem jest w niej lęk, czasem ulga, a czasem jedynie pewność, że dalej już tak nie można.
Odejście nie unieważnia tego, co było. Nie odbiera ciężaru przeżytym latom. Wyznacza jednak miejsce, za które nikt nie powinien już wejść. Miejsce, w którym zaczyna się odpowiedzialność za własne życie.
nie chciałabym już nigdy z czymś takim tkwić. Uczestniczka projektu




































VI
„To nie jest gra o tron, tylko o życie.” Jedno zdanie i nagle wszystko odzyskuje właściwą skalę. Nie ma w nim metaforycznego pojedynku. Jest ciało, które musi przejść narzuconą drogą, i człowiek, który nie oddaje swojego miejsca bez walki.
Choroba potrafi odebrać rzeczy, które wcześniej wydawały się oczywiste. Zmienia codzienność, język i miarę problemów. Nie będę nazywał jej darem. Zbyt wiele kosztuje. Widzę jednak, że po takim doświadczeniu nie wszystko może wrócić na dawne miejsce.
Fotografia nie zwraca czasu ani zdrowia. Może zatrzymać obecność człowieka, który przeszedł przez własny strach i nadal patrzy przed siebie. Bez obowiązku bycia symbolem. Bez żądania, żeby cierpienie wyglądało pięknie.
Powrót do życia nie zawsze oznacza powrót do tego, co było. Czasem jest zgodą na inną drogę i skupieniem całej uwagi na tym, co dzieje się dzisiaj. Na oddechu. Na ruchu. Na własnym imieniu wypowiedzianym w czasie teraźniejszym.
To nie jest gra o tron, tylko o życie. Uczestniczka projektu




































VII
„Po prostu leżę i patrzę do góry.” Po wszystkich słowach o ciele, stracie, granicach i chorobie zostaje to jedno, najprostsze zdanie. Człowiek. Niebo. Chwila, której nie trzeba wyjaśniać.
Spokój nie przekreśla przebytej drogi. Niesie ją w sobie, ale nie musi bez końca o niej opowiadać. Można pamiętać ciemne miejsca i jednocześnie zauważyć, że nad głową przesuwają się chmury, a pomiędzy nimi pojawia się światło.
Przez cały ten projekt próbowałem nie zasłaniać kobiet własnym obrazem. Słuchałem, kiedy mówiły o sobie, i zostawiałem ciszę tam, gdzie każde następne zdanie byłoby już za duże.
Może właśnie tak kończy się ta opowieść. Bez odpowiedzi, która porządkuje wszystko. Patrzę do góry. Resztę zostawiam ciszy.
Po prostu leżę i patrzę do góry. Uczestniczka projektu




































Szukamy osób. Przede wszystkim odważnych. Z historią.
Takich, które nie boją się pokazać siebie prawdziwymi.
Bez udawania. Bez wygładzania. Bez tworzenia kogoś, kim nie jesteśmy.
Chcemy dać Wam możliwość zobaczenia siebie innymi oczami — ale nadal prawdziwymi.
Nie przez obróbkę. Nie przez filtry. Nie przez sztuczną inteligencję.
Przez światło. Przez emocje. Przez opowieść.
Bo fotografia może pokazać znacznie więcej niż wygląd. Może pokazać człowieka. Jego drogę. Jego siłę. Jego blizny. Jego wrażliwość. To, co przeszedł i to, kim stał się dzisiaj.
Wartość człowieka nie jest wartością AI.
AI może stworzyć obraz. Może zmienić twarz. Może dopisać historię. Ale nie przeżyje za nas ani jednej chwili.
Dlatego szukamy Waszych prawdziwych historii.
Jeśli masz za sobą coś, co Cię zmieniło… Jeśli chcesz zobaczyć siebie w sposób, w jaki być może jeszcze nigdy na siebie nie patrzyłeś/aś… Jeśli masz odwagę stanąć przed obiektywem tak naprawdę Ty — napisz do nas.
Być może to właśnie Twoja historia powinna zostać opowiedziana światłem.
Albo napisz na mbfotografie.sao@gmail.com
Więcej na naszych social mediach.
spokojnie, wszystko jest pod kontrolą